Być może wróciłeś właśnie z urlopu i masz ochotę na kolejny wyjazd. Albo go teraz planujesz? Kontynuując poprzedni wpis, w tym zamierzam szerzej opisać narzędzia, jakie stosuję w moich podróżach. Tak, by podróż była miła, efektywna i gotowa na przygody!

Planowanie

O planowaniu było już sporo. Stąd jest tylko jedno pytanie, jakiego narzędzia do tego użyć? Ja korzystam z Google Docs jako najlepsze do kolaboracji ze wszystkimi uczestnikami. Zawiera ono niezbędne elementy do sukcesu naszej planowanej przygody. Każdy może go tworzyć na swój styl. Jeśli nie masz pomysłu lub chcesz skorzystać ze sprawdzonych metod, tutaj znajdziesz mój szablon dokumentu. Możesz kopiować go do woli. Także modyfikować do swoich potrzeb, każda podróż jest inna. Dzięki szablonowi jestem w stanie w ciągu 2 godzin stworzyć cały plan podróży. Następnie można go wysłać zainteresowanym, dzielić się nim, dokument krąży wśród znajomych znajomych i zatacza szersze kręgi. W podróży jest źródłem wiedzy. W moim Google Drive jest już ich kilkadziesiąt. Po zakończeniu podróży służą jako świetne archiwum.

Mapy

O Google Maps było już sporo. Bo oprócz szukania inspiracji, służy także do nawigacji. Jest przydatne, gdy chcemy mieć podgląd na obecny ruch na drogach. Obecnie nie wyobrażam sobie poruszania się bez tego narzędzia nawet na polskich drogach. To samo dotyczy innych krajów, czy miejsc, gdzie występuje wzmożony ruch (aglomeracje, popularne atrakcje, czy generalnie całe USA). Do prawidłowego działania wymagane jest połączenie internetowe. I to też może być bolączką. Można ściągnąć wersję offline. Ale na ograniczony obszar i nie działa we wszystkich krajach ze względu na ograniczenia prawne. Nie działają wtedy także zakładki i punkty. Oznaczenia szlaków turystycznych na Google Maps jest bardzo kiepskie lub go nie ma. Stąd potrzebne jest drugie, niezależne narzędzie. Z sukcesem od kilku lat korzystam z Maps.me, które opierają się otwartych mapach tworzonych przez społeczność internetową. Aplikacja działa zupełnie offline (grunt, to pobrać przed wyjazdem wszystkie wymagane fragmenty map). Nigdy mnie nie zawiodła. Ma świetnie oznaczone szlaki turystyczne a także często dzięki niej znajdowałem wiele ‘ukrytych’ kempingów.

Komunikacja

Komunikacja w Chinach

Mam na myśli dokładnie naszą komunikację. W grupie, między nami. Werbalną i niewerbalną. Nasza codzienność, to ciągła komunikacja z ludźmi. I gdy jej nie ma lub jest bardzo nieefektywna, tracimy czas, zdarzają się nieporozumienia. Prowadząc jakiekolwiek projekt (w tym IT) jest zwyczajnie podstawą do sukcesu. Zacznijmy od telefonu i dostępu do internetu. Podróżując w strefie Unii Europejskiej, mamy pakiet internetu i telefoniczny wliczony w nasz abonament. Dotyczy to też kilka krajów leżących w Schengen (jak Islandia), ale nie dotyczy na przykład Szwajcarii, gdzie lepiej nie uruchamiać roamingu. Odpowiednie informacje znajdziesz u swojego operatora. Jeśli przebywamy w danym miejscu dłużej (co jest wbrew polityce zasady uczciwego korzystania) lub zwyczajnie koszty roamingu nas zjedzą, warto kupić lokalną kartę SIM. Jest to nieduży koszt, rzędu 5-20 USD z pakietem danych (wyjątkiem jest USA, gdzie jest to bagatela 40 USD). Jak mamy lokalny numer, to możemy dzwonić w grupie, ale także do innych miejsc, jak hotele, czy atrakcje turystyczne. A mając internet, możemy przede wszystkim ze sobą się komunikować przez messengera lub inny komunikator internetowy. Dlatego rekomenduję, by każdy w grupie taką kartę posiadał. A mając internet możemy też szukać potrzebnych informacji na miejscu lub korzystać z nawigacji online. Albo ci zdesperowani, wrzucać zdjęcia na Instagrama 🙂 Komunikacja jest warta każdych pieniędzy.

Jeszcze do narzędzi ułatwiających komunikację dokładam tłumacza, najczęściej Google Translate. Pomaga tłumaczyć menu w restauracji albo dogadać się z taksówkarzem. Albo czasami … dosłownie uratować skórę. Na przykład pomogło mi w nieuczciwym salonie masażu w Chinach. Gdzie gdyby nie tłumaczenie na chińskie znaczki skończyłbym bardzo marnie. Bo w Chinach właściwie nikt nie mówi po angielsku. Ale to jest temat na osobną historię 🙂

Transport na miejscu

Gdy mamy internet, możemy skorzystać z zamawiania transportu online. Ubera każdy zna. Nie będę tutaj wchodzić w temat legalności. W innych krajach jest legalny. Czasami jest to właśnie Uber, czasami Lyft, czasami jest to Grab, a bywa i Bolt. Jeśli tylko mogę, to wybieram ten środek transportu. Powodów jest kilka – gdy lądujemy na lotnisku jesteśmy turystą, czyli potencjalną ofiarą. Tak jest na dworcach, na lotniskach w Polsce, tak samo na świecie. Stąd trzeba się szybko i pewnie przemieścić do pierwszego miejsca naszego pobytu. Jest to najbezpieczniejsza forma transportu. W 4 osoby często najtańszą. Bezgotówkowa, bezpośrednią do celu. Z możliwością reklamacji po fakcie. Niewymagającą komunikacji. Nie korzystam z niej zawsze, czasami transport publiczny jest dobrze rozwinięty. Czasami wynajmuję samochód na lotnisku. Ale jeśli te dwie nie wchodzą w grę, to biorę właśnie to.

W Stambule każdy może być taksówkarzem ... nawet Ty

Dodatkowo zdarza się, że i tak jest to taksówka, ale z finalną, z góry ustaloną kwotą. Wtedy wszyscy są zadowoleni?

Gotówka?

To jest widok, którego zdecydowanie nie chcesz zobaczyć wracając do swojego samochodu. Zwłaszcza, gdy wcześniej w tym miejscu leżała Twoja torba. Ze wszystkimi rzeczami. W tym Twój portfel, a w nim cała gotówka. Niestety taka historia wydarzyła się podczas jednej z moich podróży. Nie mi, ale osobie w grupie. Głupia sprawa, wiadomo, kto zostawia takie rzeczy w aucie. Jednak chwila roztargnienia i wszystkie pieniądze na wyjazd znikają na samym początku. Czy może być coś gorszego? To samo może stać się w metrze, na ulicy. Może to nie będzie napad. Ale może to być kieszonkowiec. Pieniądze możemy oczywiście dzielić na mniejsze ilości, trzymać w różnych miejscach. Czasami gotówka jest konieczna, nie wszędzie karty są akceptowane (np w USA, czy w głębokiej Rumunii, czy w Argentynie, gdzie nowy banknot dolara jest zawsze w cenie). Jednak w większości miejsc działają karty. Stąd polecam brać ograniczoną ilość gotówki, tylko w wersji na czarną godzinę. I wybierać z bankomatów, gdy jest taka potrzeba. Dlaczego?

Płatności

Cyfryzacja postępuje. Wszędzie na świecie. Nawet najdzikszych zakątkach świata można płacić kartą. Lub jest bankomat, gdzie te pieniądze można wypłacić. A opłat za przewalutowanie można uniknąć lub są na poziomie prowizji w kantorze. Na podróże zabieram ze sobą zazwyczaj 3 karty płatnicze. Jedna to kredytowa, którą z reguły wykorzystuję do blokad, depozytów za hotele i samochód. Po to, by nie blokować swoich środków pieniężnych. Bo pieniądze na karcie kredytowej nie są nasze. Dodatkowo karta kredytowa jest opcją na czarną godzinę, gdybym naprawdę nie miał żadnych pieniędzy.

Drugą kartą (i obecnie główną w podróżach, płacę nią wszędzie) jest Revolut. Oprócz zwyczajnych oszczędności na przewalutowaniu (przelicznik jest jak na giełdzie), możliwości wypłacenia do 800zł bez prowizji z bankomatu, największą jej zaletą jest prostota i szybki podział kosztów. Po prostu, ktoś płaci, następnie wysyła powiadomienie wszystkich z rachunku do podziału płatności. I sprawa załatwiona w minutę, nie trzeba skarbnika. Do dzisiaj, nadal żadna aplikacja bankowa nie pozwala na tak łatwą wymianę pieniędzy. Sama karta jest darmowa, bez opłat miesięcznych, na przykład z tego linka.

Z reguły biorę też trzecią kartę, także debetową. Zazwyczaj w walucie kraju, gdzie jadę (lub najbliższa kulturowo). Mam karty w mBanku walutowe w Euro i USD. Ma to taki plus, że w mBanku jest kantor online, gdzie koszt wymiany jest lepszy niż w tradycyjnym kantorze. I mogę kontrolować ile mam pieniędzy na karcie i na bieżąco ją doładowywać. Dodatkowo karta nie ma prowizji za wypłatę w bankomatach na świecie (nie ma też limitu kwoty). Jedynie warto pamiętać, żeby pieniądze wymieniać w tygodniu na zapas na weekend, bo inaczej jest wyższa prowizja ze względu na niepracujące giełdy. Na przykład w weekend bardziej opłaca mi się wybierać w bankomacie pieniądze kartą z mBanku USD w Singapurze w lokalnej walucie, niż w Revolucie, gdzie limit jest wypłat niski (finalnie 3% kosztów mBank vs 4% Revolut). Revolutowi losowo zdarza się nie działać (mi tak w 2% przypadków), więc warto mieć tanią alternatywę.

Dlaczego tak się upieram z tymi kartami? Bo jak nas ktoś okradnie, możemy je momentalnie zablokować. Jak ktoś je zeskanuje, możemy złożyć wniosek o chargeback i te pieniądze odzyskać. Na kartę można nałożyć limity, można dodać podwójną autoryzację. Mamy nad nią kontrolę, nawet gdy ją stracimy. Gotówka nie ma takich możliwości. A karta często jest nawet tańsza. I ktoś w grupie też będzie ją miał i może nią za nas zapłacić.

Rezerwacje

Czy hotelowe, czy lotnicze, także mogą się znajdować na naszym telefonie. Korzystam z kilku aplikacji. Jeśli chodzi o linie lotnicze, mam do polecenia dwie: CheckMyTrip oraz TripCase. W zależności od linii lotniczej (z wyjątkiem tych tanich), można śledzić losy naszych biletów lotniczych, opóźnienia, czy numer bramki lotniczej. Informacje w tych aplikacjach często pojawiają się wcześniej niż na monitorach na lotniskach, bo są połączone bezpośrednio z systemami linii lotniczych (a właściwie dostawców systemów dla tych linii). Dodatkowo zdarza mi się korzystać z aplikacji linii lotniczych, ponieważ dają dodatkowe możliwości modyfikacji naszego biletu, jak wybór miejsca, mobilna karta pokładowa lub podniesienie klasy podróży. A jeśli dużo latamy, to także naszą kartę lojalnościową, która pozwala nam wejść do saloników biznesowych. Lub kupić bilet za mile lotnicze kilka godzin przed odlotem. W przypadku Ryanair/Wizzair to często konieczność ze względu na późną możliwość bezpłatnej odprawy.

W kwestii hoteli, standardem jest booking.com, czy Airbnb. Z racji, że jestem lojalny wobec pewnych sieci hoteli, korzystam także z ich aplikacji. Bo dają mi nieco niższe ceny, benefity w związku z moim statusem (np śniadania gratis), wybór piętra, czy mogą służyć za klucz do pokoju. To wszystko pozwala mi na rezerwację noclegów z dnia na dzień. Daje mi elastyczność, bez dostępu do komputera.

Ubezpieczenie

Czy jest na pokładzie lekarz? Może przesadzę, ale ubezpieczenie jest narzędziem, wręcz niezbędnym. Z którego mam nadzieję nigdy nie skorzystasz. Warto wziąć zapas leków i opatrunków, przynajmniej jedna osoba w grupie powinna mieć apteczkę (jako organizator czuję się zawsze odpowiedzialny, więc ja ją mam). To nie wszystko jest w naszej kontroli. Osobiście, mimo tak wielu podróży nie musiałem korzystać z wizyty lekarza, czy pomocy ambulatoryjnej. Ale znajomi już tak. Nawet nie chodzi tutaj o koszty (ale też, które mogą być ogromne w szpitalach), co o pomoc w znalezieniu osoby, miejsca, placówki, która może nam udzielić porady. Bo korzystanie z karetki pogotowia jest często na wyrost naszym potrzebom. O ile w Unii Europejskiej możemy skorzystać z karty EKUZ, to dalej nie da nam wsparcia w poszukiwaniu placówki. Dopóki nie masz 30 lat, polecam kartę Euro26, gdzie za 170zł rocznie masz całkiem dobre ubezpieczenie medyczne, w tym na sporty ekstremalne (a że wygląda jak legitymacja studencka … to pozostawiam już tylko Twojej fantazji 🙂 ). Dla chodzących w góry do rozważenia jest także Alpenverein. A jak nie, są te z karty kredytowej albo zwyczajnie do kupienia przez internet jak Axa. Trzeba kupić przed wyjazdem! Obowiązkowe na moich wyjazdach. Po prostu brak ubezpieczenia się nie kalkuluje.

Narzędzie analogowe – papier

Czy w dzisiejszej dobie cyfryzacji papier jest jeszcze potrzebny? W teorii wszystko powyżej adresuje nasze potrzeby. Dlaczego zawsze drukuję kilkanaście stron różnych dokumentów przed każdą podróżą? Bo nie raz uratowało mnie to z opresji. Systemy informatyczne bywają awaryjnie. Są czasami przestarzałe (jak linii lotniczych). W niektórych krajach nadal wyznaje się kult papieru, jako bardziej trwały i wartościowy dokument. Co drukuję? Bilety lotnicze, rezerwacje hoteli, potwierdzenie wynajęcia samochodu wraz z zasadami wypożyczenia. Czy moje ubezpieczenie. Wszystko trzymam w jednym miejscu, zazwyczaj w koszulce foliowej.

Do tej koszulki w trakcie podróży trafiają potem także paragony, potwierdzenia, rozliczenia, dowody od policji, czy raporty z kolizji. Wszystko ma swoje miejsce, nie gubi się i łatwo odnaleźć lub podsumować na koniec podróży. Na lotnisku przy nadawaniu bagażu pomogło w sprawnym wydrukowania biletu, gdy z jakichś powodów bilet nie był widoczny w systemie pod moim nazwiskiem. Na kontroli granicznej mogę pokazać moje miejsce noclegowe, które trzeba wpisać do formularza imigracyjnego. Lub gdy odbieram samochód i nie zgadza się z tym zamówionym lub depozyt jest wyższy niż zakładany. I tak dalej. Na telefon nikt nie chce w takich sytuacjach patrzeć, najgorzej, gdy nie mamy internetu, albo bateria się wyczerpie. Albo zwyczajnie telefon się zepsuje.

Czy to są wszystkie narzędzia? Nie, ciągle poznaję nowe, zmieniam obecne, niektóre się dezaktualizują. Lub są niepotrzebne na danym wyjeździe. Daj znać, z jakich Ty narzędzi korzystasz w swoich podróżach. 🙂